czwartek, 16 sierpnia 2018

Jestem taka piękna

Na tym filmie byłam już jakiś czas temu. Wyciągnęłam Męża do kina i choć Przyjaciółka, gdy jej powiedziałam na jaki film się wybieramy, stwierdziła, że to chyba nienajlepszy pomysł, bo to przecież babski film i się chłopak wynudzi (nie oglądała jeszcze wtedy tego filmu), to on wcale na znudzonego nie wyglądał. Ale ja nie o tym chciałam... Choć może trochę i o tym, bo już na wstępie chciałam zaznaczyć, że to wcale nie jest film "babski", czyt. tylko dla kobiet.

"Jestem taka piękna" z rewelacyjną według mnie Amy Schumer w roli głównej to film, który każdy zobaczyć powinien. 



Większość rzeczy, które uważamy w sobie za niedoskonałe... widzimy tylko my sami! 
Wystarczyłoby przestać być swoim wewnętrznym krytykiem i surowym sędzią w osobistym konkursie piękności, aby uwolnić się od kompleksów. Warto więc spojrzeć na siebie bardziej łaskawym okiem i pokochać siebie takim jakim się jest. 

To nie uroda, czy nienaganna figura, określa naszą wartość. Jej posiadanie nie uwalnia od problemów i nie czyni nas z automatu szczęśliwym. W pogoni za pięknym "ja" zewnętrznym łatwo też stracić z oczu to co ważne i zatracić siebie.

Film bawi i wzrusza, jest świetnie zagrany. Rola Avery LeClaire w wykonaniu Michelle Williams także znakomita. Z tym głosem, to ją akurat dobrze rozumiem 😂 


Naprawdę warto poznać tę historię.


PS. Mimo nadprogramowych kilogramów staram się (ostatnio) na siebie patrzeć przychylnym okiem. Nie jest to łatwe. Czasami patrzę w lustro i najzwyczajniej w świecie mam ochotę się rozpłakać... 

Ten wpis nie powstał jako usprawiedliwienie mojej obecnej sytuacji, do której przecież sama doprowadziłam. Wcale nie chcę zostać tu gdzie jestem, ani też nie popadam w zachwyt nad nadwagą, bo ta ma przecież wpływ nie tylko na to jak wyglądamy, ale przede wszystkim na nasze zdrowie. 

Po prostu doświadczyłam bycia w obydwu formach - i tej chudszej, i tej większej. I prawda jest taka, że jeśli będziemy patrzeć na siebie oczami innych, to najpewniej nigdy nie sprostamy ich oczekiwaniom. 

Kiedy dużo biegałam i byłam szczupła, ciągle słyszałam że jestem za chuda, albo jakieś żarty z tego, że jadłam sałatki... Teraz, gdy jestem (znowu) gruba, to znowu słyszę (od tych samych osób), że jednak mogłabym się trochę odchudzić... Ciekawe ile jest tym optymalnym "trochę"? 

Jeśli jest coś w naszym wyglądzie co możemy i chcemy zmienić - to to zmieńmy. Tego czego zmienić nie możemy - starajmy się zaakceptować. Nie ma sensu dołować się i użalać nad sobą z powodu tego, że ktoś nam coś kiedyś powiedział. Jeśli nie będziemy siebie akceptować, to nawet, gdy już osiągniemy naszą wymarzoną wagę, będziemy szukać "dziury w całym". Może zęby okażą się krzywe, a może nos za duży... A może coś się wydarzy, co sprawi, że wcale nie będziemy "happy". Dlatego nie warto być dla siebie zbyt surowym. Lepiej uśmiechać się do swojego odbicia w lustrze. Wyglądu to nie zmieni, ale samopoczucie z pewnością :)

2 komentarze:

  1. Najwazniejsze jest to, aby dobrze czuć się we własnym ciele. A to czy mamy kilogram mniej czy więcej to nie jest najwazniejsze, oczywiście do czasu kiedy nasza waga nie zagraża zdrowiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio spotkałam się ze stwierdzeniem, że człowiek jest prawdziwie wolny, kiedy jest wolny od opinii innych. I myślę, że to jest bardzo trafne stwierdzenie. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz! :)
Pozdrawiam i zapraszam także na:
www.facebook.com/zabieganna